Pan Nawrocki odmienia słowo – wartości – przez wszystkie przypadki i w każdym przypadku łączy je z Polską, a czasem łączy je z genem polskości, którego pozbawia wszystkich zarządzających dzisiaj polską polityką historyczną.

Foto: cytat z X
Przemówienia pana Nawrockiego wprawiają mnie w osłupienie. Po pierwsze, opada mi szczęka i nieruchomieje, kiedy tylko słyszę sposób wypowiedzi – intonację i rozkładane akcenty w zdaniach. Po drugie, szokuje mnie jego powolność w słowach i gestach, jakby zbierał się z desek na ringu po nokaucie. Po trzecie, wszystko w tych jego wypowiedziach jest po prostu sztuczne i nieprzekonujące.
Dzisiejszy zlot na Nowogrodzkiej przypominał posiedzenie PZPR i wybory sekretarza, które załatwiano w podobny sposób i nikt nie śmiał protestować ani wyrażać zdania odmiennego od kierownictwa partii. Wspomnienia pewnie do wielu pisowców wróciły z łezką sentymentu w oku, a dla Polaków powinny być poważnym sygnałem ostrzegawczym. W PiS odradza się dyktatura wewnętrzna i tym samym ponowne dojście do władzy tej partii (a temu ma posłużyć wybór na prezydenta pana Nawrockiego) będzie końcem demokracji w Polsce. Kolejny raz PiS władzy nie odda.
Boję się o stan umysłów moich rodaków, ale mam jeszcze jedną nadzieję: do ostatecznego zgłoszenia kandydatów nie dotrwa pan Nawrocki, bo frakcje w PiS rzucą się sobie do gardeł i pod starym szyldem zostanie najsilniejsza. Mam nadzieję, że wtedy podziały pójdą głęboko w kilku kierunkach i żaden kandydat po starym PiS nie wejdzie nawet do drugiej tury wyborów. Nie mogę ciągle uwierzyć, że Czarnek i Morawiecki pogodzili się z kandydaturą Nawrockiego.
Piotr Tomski