Bawią mnie wypowiedzi ludzi o prawicowych poglądach, którzy mają dzisiaj po sześćdziesiąt lat i zapomnieli, co działo się w PRL. I gdzie oni byli w PRL? Szczególnie bawią mnie ci, którzy siedzieli w PRL w więzieniach i „nie dali się złamać” moralnie. Hi, hi, hi… A może nawet grypsowali.

Jeśli chodzi o stosunki między więźniami, to w Polsce od czasów PRL wiele się nie zmieniło. Świecka tradycja kwitnie i, kiedy przeciętny człowiek trafi do więzienia, orientuje się nagle, że jest po uszy w peerelowskim bagnie. Dlaczego tak się dzieje? Bo wszystkim to odpowiada. Bo w PRL wszyscy byli w opozycji. Bo my, szaraczki, nie znamy się na tym. Hi, hi, hi…
Resocjalizacja w polskich więzieniach nie istnieje. Więźniowie zwalniani z zakładów karnych nie mają nic i wiedzą, że pomoc dla nich jest po prostu rozkradana przez tych, którzy mieli ich resocjalizować i zapobiegać dalszemu popełnianiu przestępstw. Do tego te „białe kołnierzyki i białe koloratki” jakimś dziwnym przypadkiem nie mogą ponieść kary za swoje czyny, a nawet są wspierane przez media, partie i wielu katolików. Wspiera ich prezydent Duda i modli się za nich.
W polskich więzieniach w trzeciej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku torturują więźniów mocniej niż w PRL. Hi, hi, hi… Jeśli nie ma resocjalizacji, a są tortury, to bohaterami są kryminaliści. Tak. I nie donoś Polaku, bo w piekle będziesz się smażył.
Piotr Tomski