Świat obiegła informacja o słowach pewnego Chińczyka z Tajwanu, który namawia Chiny do wyzwolenia chińskich terytoriów zajętych przez Rosję, a zbiegło się to zupełnie przypadkowo z wizytą Putina w Mongolii.

Mongolia powinna zatrzymać Putina i przekazać go do dyspozycji Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze. Jak widzimy, Putin jest witany jako przywódca zaprzyjaźnionego państwa i o zatrzymaniu nie ma mowy. Runął tym samym mit międzynarodowej praworządności i w ogóle znaczenia umów międzynarodowych czy organizacji międzynarodowych o charakterze klubów dyskusyjnych. Czy Donald Trump nie miał kiedyś racji, kiedy w swojej pierwszej kampanii wyborczej mówił o rozwiązaniu NATO i ONZ? Te organizacje pochłaniają ogromne pieniądze, a ich znaczenie powoli staje się zerowe. NATO może być polem współpracy wojskowych i to coś znaczy, ale ONZ jako podwórko polityczne i prawnicze jest już totalną fikcją.
Prezydent Tajwanu, Lai Ching-te, za to zrobił milowy krok na drodze urealniania polityki globalnej i zaproponował, żeby Chiny zamiast mówić o jednoczeniu ziem chińskich w postaci aneksji Tajwanu, zaczęły rewidować traktat z Aigun z XIX wieku i odbierać Rosji chińskie ziemie. Moim zdaniem to jest informacyjna bomba i sygnał z USA, że Chiny mogą sobie nieźle pofiglować z najbliższymi sąsiadami.
Japonia też tylko czeka na sygnał i przyłączy się do rewidowania granic z Rosją, a to z kolei rozpęta już światową wojnę na całego. Nie wiem, na ile te spekulacje są teraz prawdziwe, ale uważać trzeba – wojenny klimat się rozgrzewa.
Piotr Tomski