Przeczytałem gdzieś, że Iga Świątek odpowiada za całą aferę wokół PKOL-u. Gdyby zdobyła złoty medal, jak planowano, to statystyki wyszłyby w normie i nie byłoby żadnych, niepotrzebnych rozliczeń.

Foto: cytat z X
W takim razie: dziękuję, Iga.
Sport jest zjawiskiem bardzo szerokim i właściwie dotyka każdego człowiek, który uprawiał kiedyś jakiś sport albo uprawia. Dla przyjemności, dla zdrowia, dla pieniędzy i dla sławy ludzie angażują się często w sport całym życiem. Jest jednak pewna dość liczna grupa pasożytów, które chcą w tym zjawisku żyć kosztem pozostałych. Tymi pasożytami są tacy polscy działacze PKOL-u. Hi, hi, hi…
Rozumiem konieczność występowania w przyrodzie osobnika typu sportowy działacz, ale ich liczba i koszt ich utrzymania przerosły moje wyobrażenia w relacji do niezbędnych działań tych osobników. Wprawdzie nikt nie obliczył, ilu do Paryża pojechało działaczy, a ilu pojechało tam sportowców, ale mam nadzieję, że do takich danych kiedyś dojdziemy.
Nie chcę tu analizować sytuacji pana Piesiewicza, bo jest ona bardzo nudna. Jeden epizod z jego życia rodzinnego jest natomiast frapujący. Wpłata przez żonę Piesiewicza 90 tysięcy dolarów na konto PKOL-u. Co to było? Można tak sobie wpłacić okrągłą sumkę na konto stowarzyszenia, z usług którego korzystało się niczym z linii lotniczej? Czy PKOL ma w swoich zadaniach dystrybucję biletów lotniczych? Czy to jest prywatny folwark Piesiewiczów?
Jeśli tego pana nikt nie rozliczy i nie ukarze, to będzie znaczyło, że nadszedł ostateczny czas na nową rewolucję obywatelską. Obywatele takie rozliczenia załatwią szybko, bo już wiedzą, gdzie są winni. Hi, hi, hi…
Piotr Tomski