Nastąpił w sferze symbolicznej długo oczekiwany moment w wojnie Rosji z Ukrainą. Ziemia rosyjska została najechana i mamy symetrię, która pozwoli prawdopodobnie na negocjacje pokojowe na rozsądnych warunkach.

Foto: cytat z X
Nie mam wprawdzie informacji w pełni wiarygodnych z rejonu walk pod Kurskiem, ale światowe media podają ich tyle, że wnioski można wyciągać. Sami Rosjanie zresztą piszą i mówią o zaskakującym zwrocie sytuacji. To „wyzwalanie” Rosji dzieję się od kilku dni, zatem nie mamy do czynienia z przypadkiem i śmiało możemy mówić o planowanym upokorzeniu Putina. Tak. Silny dyktator ma wizerunkowy problem. Pierwsze uwagi, jakie padły po ataku Ukraińców, dotyczyły kolosa na glinianych nogach albo starego, zdychającego niedźwiedzia. Rosja nie ma sił obronnych. Rosja nie jest w ogóle przygotowana na obronę.
Jest taka interesująca teoria o początkach wojny Hitlera ze Stalinem. Podobno Stalin przygotowywał atak na Niemcy, a Hitler zrobił błyskawiczne uderzenie wyprzedzające, co zaskoczyło wojska radzieckie przygotowane wyłącznie do ataku. Pamiętamy efekt operacji Barbarossa z 22 czerwca 1941 roku. Być może Rosjanie popełniają właśnie ten sam błąd i nie bronią własnego terytorium, nie mając nawet takich planów czy możliwości.
Czas pokaże, co stanie się pod Kurskiem, ale jednym z najmilszych mojemu sercu epizodów ostatnich dni, był polski czołg dojeżdżający Rosję. Hi, hi, hi…
Piotr Tomski