Kiedy zapytano Kaczyńskiego o ujawnionego dzień wcześniej sygnalistę w sprawie nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości, to padły magiczne słowa: to był agent. Hi, hi, hi… Czyj? Od kiedy? Do kiedy? Kto płacił? Kto zarabiał? Hi, hi, hi…

Foto: cytat z X
Kaczyński ma bardzo interesujące podejście do ludzi. Kiedy wychodzą informacje z jądra grupy przestępczej Ziobry, to musi działać agent. Czy to ma jakikolwiek wpływ na sprawę? No właśnie. Nadużycia były ewidentne, dowody są imponujące, a Kaczyński załatwia odpowiedź jednym słowem: agent. I wszyscy mają o tej sprawie zapomnieć, bo przecież to był agent. Kaczyński mógł być agentem Rosjan. Macierewicz mógł być agentem Rosjan. Szmydt mógł być agentem Rosjan. Ale najważniejszy jest agent w Funduszu Sprawiedliwości, który do tego wszystkiego był agentem Tuska albo Giertycha. Hi, hi, hi…
Pięćdziesiąt godzin nagrań świadczyłoby raczej o tym, że facet był agentem „Polskich Nagrań” i szukał talentów w Ministerstwie Sprawiedliwości. Prokuratura otrzymała wszystko na talerzu i teraz czekamy na ogłoszenie wyników tego konkursu talentów. Podobno w materiale dowodowym są też SMS-y, maile i inne ciekawostki. Grupa przestępcza Ziobry zaprezentowana w całej krasie.
Ile warte są wobec powyższego redakcje tych mediów, które dostawały kasę z Funduszu Sprawiedliwości? Sakiewicz podobno wchodził do Ziobry i dostawał następnego dnia milion złotych? Ilu było takich Sakiewiczów? Panie Kaczyński, pierwsze kolanka RP drogo kosztowały. Hi, hi, hi…
Piotr Tomski