Protesty rolników w Polsce (i również w Europie) obnażyły słabość i poziom skomplikowania stosunków Polski z Ukrainą. Reakcje ukraińskich dyplomatów i polityków najwyższego szczebla można potraktować jako naplucie Polakom w twarz. Ale…

Foto: X
Dostęp dla ukraińskiej produkcji rolnej na szeroką skalę do europejskiego rynku był ogromnym błędem. Komisja Europejska nie wzięła pod uwagę konsekwencji tej nieprzemyślanej decyzji. Rolnicy w Europie, przyzwyczajeni do urzędniczych pieszczot i finansowego wsparcia na zawołanie, nie zrezygnują przecież z podstaw egzystencji, bo jest gdzieś wojna. Na wojnach zawsze się zarabiało, natomiast na tej wojnie mają zarabiać tylko wybrani biznesmeni rolni z USA, Europy Zachodniej i ukraińscy oligarchowie. Dzisiejsi rolnicy nie są już pańszczyźnianymi chłopami, których każdy kręcił i wykorzystywał.
Ukraiński punkt widzenia jest zrozumiały i ta „erozja solidarności” ma prawo boleć. Historycznie boli szczególnie, ale przecież nikt nikomu nie obiecywał dozgonnej miłości. Wojna z Rosją rozpoczęła się niezależnie od Polski czy Europy. Ukraińcy prosili o pomoc, natomiast Polacy nie prosili ich o przyjęcie tej pomocy; Polacy nie zapraszali do siebie milionów uchodźców z Ukrainy, ale ich przyjęli. Teraz powinniśmy jeszcze grzecznie rozwalić nasze rolnictwo i karmić Polaków ukraińskimi bublami rolnymi, które wyrosły bez odpowiednich badań i nadzoru. Aha! I podporządkować się w każdej europejskiej wiosce „zielonemu ładowi”, o którym na Ukrainie nikt nie słyszał.
Niestety, powstał wielki problem społeczno-polityczny, którego żadne zaklęcia ideologiczne nie rozwiążą. Ukraińcom mogę tylko poradzić jedno: więcej pokory. Polacy niedawno byli największym przegranym w wojnie i mam nadzieję – więcej nie pozwolą się tak wykorzystać.
Piotr Tomski