Spory polityczne w Polsce weszły wczoraj na nowy poziom, który nazwany został przez prezydenta terrorem praworządności. Nie wiem, co kierowało wczoraj prezydentem, ale wiem, że nie było to nic mądrego.

Foto: Katarzyna Wódecka
Wszyscy pamiętamy filmy z propagandowych występów polityków niemieckich z lat trzydziestych i czterdziestych ubiegłego wieku na wiecach partii rządzącej w Niemczech. Szybkie słowa, szybkie gesty i to napięcie twarzy było niepowtarzalne do wczoraj. Hi, hi, hi… Tak. zabrakło mi tylko jednego, prężnego gestu na zakończenie przemówienia.
Prezydent, sędziowie Trybunału Konstytucyjnego czy zbuntowani Prokuratorzy Krajowi zapomnieli o jednej kwestii: ich decyzje na podstawie ich opinii prawnych nie mają walorów absolutu i muszą podlegać procedurom wykonawczym. I w tym miejscu pojawia się problem. Większość proceduralnych ścieżek jednak trafia do rządu, a rząd poprzez swoich przedstawicieli, nawet tych najmniejszych, może te „gwiazdy” prawnicze zatrzymać. Jeśli dodamy do takiej blokady Sejm, to możliwości na moje oko robią się dość poważne. W każdym razie jestem spokojny o rządzących i ich oczyszczanie złogów starego bezprawia.
Obawiam się tylko, że pisowcy od jutra ogłoszą powstanie narodowe, a rządowi zostanie tylko wprowadzenie stanu wyjątkowego. Mam nadzieję, że do buntu przystąpią nieliczni staruszkowie i trochę oenerowskiej młodzieży, co pozwoli na aresztowanie towarzystwa w ciągu kilku godzin. Będzie głośno na całym świecie, ale przy okazji zdelegalizujemy PiS i wreszcie będzie spokojnie. Hi, hi, hi… Terror to jest terror.
Piotr Tomski