Kilka miesięcy temu przeczytałem gdzieś wypowiedź szefa banku centralnego Islandii, który dosłownie ubolewał nad kwestią ciągłego, wysokiego wzrostu gospodarczego w tym kraju. Strzelił mądrością jak gejzer. Jego zdaniem bank zbyt słabo zwalczał ten wzrost gospodarczy i dlatego szaleje tu inflacja.

Foto: Piotr Wódecki

  Hasło o przegrzaniu gospodarki słyszę na Islandii od kilku lat. Od pierwszych raportów ekspertów międzynarodowych organizacji na temat sytuacji gospodarczej Islandii po wyjściu z kryzysu 2008 roku czytam o schładzaniu przegrzanej gospodarki Islandii. I tak sobie myślę, że nie widzę ratunku dla współczesnego człowieka. Ten chaos ekspercko-medialno-polityczno-kabaretowy zabije każdego, a pozostaną wśród żywych wyłącznie bezmyślne matoły. Jak można schładzać gospodarkę, która dopiero wyszła z upadku?

  Zasiłki, renty i emerytury czy inne rozdmuchane formy redystrybucji środków mogą istnieć, jeśli budżet państwa w ogóle ma środki. Na Islandii informacje o deficycie budżetowym lekko przerażają. Korona jest coraz słabsza. Turystyka leży i kwiczy po akcji ewakuacyjnej Grindaviku, a cała obrona przed wulkanem, którego jeszcze nie ma, kosztuje miliardy koron. I w tej sytuacji dyrektor banku centralnego schładza gospodarkę wysokimi stopami kredytów i zatrzymuje świat.

  Islandia znowu się wyludni, bo tutaj za miskę ryżu nikt nie będzie pracował. Nowa emigracja z Wenezueli czy nawet z Ukrainy nie chce pracować za mieszkanie w pokoju i wyżywienie. A normalne mieszkanie, utrzymanie samochodu i odżywianie się według europejskich norm kosztują więcej, niż może zarobić dwoje ludzi żyjących w tym kraju w związku zwanym kiedyś rodziną. Zresztą tutejszy urząd statystyczny ostatnio podał, że 30% mieszkańców Islandii nie ma dochodów na poziomie kosztów egzystencji.

  Jestem bardzo ciekawy nowych oświadczeń bankierów i polityków, którzy tak mądrze opisują rzeczywistość. Pod koniec grudnia zobaczymy, czy przeżyjemy następny rok, czy będziemy uciekać z tutejszego raju i prosić o azyl na przykład w Wenezueli. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Dodaj komentarz