W dziejach ludzkości wojny toczyły się ciągle i dopiero dwie wojny zwane światowymi w XX wieku trochę ostudziły zapędy większości ludzi, bo wynikający z nich technologiczny postęp pozwolił na eliminację wszystkich ludzi na Ziemi mniej więcej w tym samym czasie. Po tym ostudzeniu jednak powoli ludzie doszli do wniosku, że można prowadzić wojny konwencjonalne i nigdy ich nie wygrywać.

Powyższym sposobem cały świat staje się polem bitwy dla terrorystów wszelkiej proweniencji i autorytarnych polityków niewiele się różniących od terrorystów. Izrael i Strefa Gazy są klinicznym przykładem zaniku tych różnic. Netanjahu i związana z nim grupa oszołomów w moim przekonaniu dwa dni temu stanęła w jednym szeregu z Hamasem i dopuściła z pełną świadomością do gigantycznej prowokacji. Dla całego świata Izrael jest ofiarą i może teraz wszystko zrobić, wszystkich zabić i oczekiwać pomocy od wszystkich cywilizowanych ludzi.
Nie możemy zapominać, że Netanjahu był w dobrych stosunkach z Putinem. Przygotowanie tej prowokacji Hamasu wymagało czasu i odpowiednich działań, które przekraczają możliwości zwykłych terrorystów. Pomoc Iranu dla Palestyńczyków jest oczywista, ale dlaczego dzieje się to dzisiaj. W wojnach i polityce nie ma przypadków. Zresztą zawsze najważniejsze przy ocenie zbrodni jest ustalenie, kto na niej najwięcej korzysta, a korzysta Rosja i korzysta też Netanjahu.
Nie zdziwiłbym się informacjami o tym, że w Strefie Gazy działali na przykład „bezrobotni” Wagnerowcy.
Piotr Tomski