Zakończone dzisiaj dwudniowe spotkanie ponad czterdziestu przywódców krajów wchodzących w skład Rady Europy Islandczycy okrzyknęli historycznym wydarzeniem na miarę spotkania w 1986 roku Reagana z Gorbaczowem. I tu najśmieszniejsze: po obu tych spotkaniach Rosja miała przerąbane. Hi, hi, hi…

Miejsce spotkania – Harpa
Teraz obawiam się poważnie, że Putin się wkurzy na Islandczyków i każe zrzucić tu w pierwszej kolejności jakąś bombkę atomową. Po co taki pryszcz na mapie ciągle wkracza z buciorami w historię rosyjskiego imperium? Do tego te dwa dni imprezowania kosztowały Islandię dwa miliardy koron. A ile było utrudnień i strachu na widok karabinów na ulicach, to tylko biedni Islandczycy wiedzą.
Megalomania rządu islandzkiego, który wpędza społeczeństwo w coraz większe problemy finansowe, przechodzi już wszystkie granice. Rozumiem chęć promocji kraju i potrzebę rozwoju turystyki, ale najpierw trzeba umieć liczyć. Już w pandemii ratowali branżę turystyczną kosztem ogółu i doprowadzili do wielomiliardowego deficytu w kasie państwa. Teraz ratują budżet imprezką dla całej Europy. Drugi Titanic, którego żaden bóg nie pokona.
Najciekawsze było jednak coś innego. Hakerzy przez te dwa dni ośmieszyli islandzki rząd, parlament i firmę zarządzającą lotniskiem. Kraj, który jeszcze niedawno był w czołówce informatycznej świata, jest w Internecie dosłownie otwarty i przejrzysty. Strony wyżej wymienionych należały przez wiele godzin prawdopodobnie do obcych służb.
A co ustalono na tym reykiawickim zjeździe? Prawa człowieka są święte! Rosję należy dokładnie rozliczyć za zbrodnie! Ukrainie należy pomagać! I tyle.
Piotr Tomski