Za fasadą wolnościowych i równościowych haseł na Islandii żyjemy w systemie feudalnym, w którym chroni się wyłącznie posiadaczy i rzuca ochłapy biedocie, żeby siedziała cicho. No i mamy prawdziwy problem społeczny.

Pod szyldem walki z inflacją Bank Centralny Islandii wywindował stopę referencyjną do siedmiu procent, co dało oprocentowanie kredytów hipotecznych w wysokości dziewięć procent i tym samym podniosło raty miesięczne tych kredytów o sto procent. Przy tym pojawiło się szereg zmian w sposobie udzielania kredytów, a efektem tego było wystąpienie prezesa Banku Centralnego, który powiedział, że młodzi ludzie muszą teraz dłużej mieszkać u rodziców i posiadaczami nie mogą zostać przed trzydziestką. Hi, hi, hi…
Islandzkie firmy realizują rekordowe zyski, rekordowe marże na paliwach nikogo nie obchodzą, ceny mieszkań i czynsz przez ostatni rok wzrosły o kilkadziesiąt procent, natomiast wzrost wynagrodzeń o około siedem procent odbył się po wielkich bojach i przez rząd oraz prezesa Banku Centralnego został uznany za główną przyczynę inflacji na Islandii. Prezesi banków i największych spółek na Islandii dostali w ostatnim roku podwyżki około sześćdziesięciu procent, a ich podwładni nie mogli dostać siedmiu procent. Ale co tu porównywać menedżerów i posiadaczy do niewolniczej hołoty. Hi, hi, hi…
Powoli zaczynają się strajki na Islandii. Niedługo będą strajkować pracownicy basenów, więc … zabrać Islandczykom basen, to jest zbrodnia. Coś będą musieli zrobić z tym fantem. Hi, hi, hi…
Piotr Tomski