Musiało w końcu do tego dojść. Media i urzędnicy zaklinają na razie rzeczywistość, żeby nie dopuścić do poważniejszych problemów, ale tubylcy mają już dość. Sytuację wykorzystują niektórzy politycy i dochodzi do spięć nawet w parlamencie.

Władze przyjęły z mojego punktu widzenia dość absurdalną politykę pomocy, która polega na zapewnieniu uchodźcom przede wszystkim mieszkań. W kraju, w którym przeciętny czynsz za mieszkanie wynosi w przeliczeniu na złotówki 10 tys., uchodźcom daje się mieszkanie za darmo na pierwszy rok azylu. Państwo płaci. Po pobycie w dobrym hotelu i załatwieniu formalności azylowych wszyscy uchodźcy mogą liczyć na mieszkania, a tylko pechowcy trafią do nielicznych miejsc w ośrodku dla uchodźców.
Najśmieszniejszym elementem polityki uchodźczej islandzkiego rządu jest wypłata dla tych, którzy zechcą wyjechać z Islandii przed zakończeniem procedury odmowy pobytu. Rząd wypłaca 3 tys. euro na głowę. Innymi słowy – każdy może przylecieć na Islandię, na lotnisku poprosić o azyl i dostanie 3 tys. euro, jeśli za kilka dni zgodzi się odlecieć. Hi, hi, hi… Takie rozwiązania musiały spowodować kryzys.
A co najmocniej drażni miejscowych? Centra handlowe wypełniają się grupkami młodych mężczyzn, którzy bezczynnie sobie tam przesiadują i zaczepiają kobiety. Uchodźcy włóczą się wokół domów i nagrywają telefonami filmiki przez okna. Dzieci zaczynają się bać jeździć autobusami komunikacji miejskiej, bo liczba młodych, ciemnoskórych mężczyzn przekracza liczbę miejscowych. Uchodźcy nie zachowują odpowiedniej higieny na miejskich basenach i nie zakładają właściwych strojów.
Bez wątpienia ostatni argument z powyższych kryzys uchodźczy może zamienić w otwartą wojnę. Basen dla Islandczyka to jest miejsce święte. Hi, hi, hi…
Piotr Tomski