A czasem też zjadam psy, węże albo zgniłe rekiny. Tak. Trawę też zjadam najlepiej na śniadanie. Hi, hi, hi… I nie jestem katolikiem. Jestem normalnym obywatelem świata.

Kampania medialna po kretyńskiej wypowiedzi Wielkiego Guru Sekty Żoliborskiej na temat jedzenia robaków połączona z przypadkowym raportem sprzed trzech lat, zrobionym w ramach analizy rozwoju kilku największych miast, jest objawem polskiego szaleństwa, które należy omijać i nawet więcej – w zasadzie żaden przyzwoity człowiek nie powinien słuchać wywodów o zmuszaniu innych do jedzenia robaków. Chyba że ma ochotę wepchnąć w te rozwrzeszczane gardła jakieś robale. Hi, hi, hi…
Najśmieszniejsi są ci politycy pisowscy, którzy zajadają się stekami w restauracjach, w których płacą (internauci już to ustalili) po dwieście złotych za taki obiad. No, gratuluję. Kogo stać na taki obiad? Platformę położyły ośmiorniczki (czyli jakieś tanie robaki), natomiast PiS dobiją steki „kryzysowe”. Ludzie tracą na inflacji i muszą oszczędzać na mięsie, a matoły i chamy pisowskie obżerają się stekami po dwie stówy za sztukę.
Powtarzanie bredni o zmuszaniu Polaków do zjadania robaków w głównych wiadomościach TVP nie da się już zakwalifikować w żadnej kategorii głupot. Ludzie na świecie jedzą różne rzeczy. Czy teraz zjadacze robaków nie wjadą do Polski? A co ze zjadaczami wodorostów? Nie wpuszczą mnie do ojczyzny. Hi, hi, hi…
Piotr Tomski