Jestem od sześciu lat „dumnym” członkiem związku zawodowego Efling i z całego serca popieram akcję strajkową, jaką prowadzi ten związek na Islandii.

Prawie wszyscy pogodzili się z umowami zbiorowymi w grudniu ubiegłego roku i przyjęli łaskę pracodawców w postaci podwyżki, która nawet nie zabezpiecza inflacji za 2022 rok. Efling jednak nie podpisał tych porozumień i dalej walczy o podwyżki. Nie chodzi o jakieś duże wzrosty wynagrodzeń, ale o symboliczne zwycięstwo pracowników nad pracodawcami.
Strajk ma objąć dzisiaj ponad tysiąc pracowników. Jest to oczywiście kropla w morzu zatrudnienia, ale może ta kropla przeleje czarę goryczy, zwłaszcza że zaczynają strajk kierowcy cystern rozwożących paliwo do stacji benzynowych, kierowcy transportu żywności i personel sprzątający w hotelach. Efekt będzie pewnie taki, że w weekend nie będzie już w całej Islandii paliwa na stacjach. Hi, hi, hi… Ja osobiście przed chwilą zatankowałem cały zbiornik w samochodzie i na zapas kupiłem cukier, ryż i makaron. Hi, hi, hi… Wojna to wojna.
Rzecz ująwszy bardziej poważnie, to strajk jest słuszny z wielu powodów. Rząd przespał problem inflacji, wzrosły w zabójczym dla nas tempie odsetki od kredytów mieszkaniowych, bo bank centralny podnosił stopę referencyjną, płace menedżerów w bankach i funduszach wzrosły przeciętnie o 20%, zyski dużych firm na Islandii wzrosły o kilkadziesiąt procent. Czy to mało powodów do podwyżki płac na poziomie inflacyjnym?
Kryzysem należy dzielić się po równo. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to znaczy tylko, że już nie potrzebuje głowy i gilotynowa zabawa z rewolucji francuskiej powinna się rozpocząć. Hi, hi, hi… Z historii trzeba się uczyć.
Piotr Tomski