Nie przekazano z Zachodu na Ukrainę czołgów, samolotów i innego sprzętu, a ofensywa rosyjska chyba ruszyła i nic nie wskazuje, że się zatrzyma. Czy zatem nie jest uprawnione stwierdzenie, że Zachód zabija Ukrainę?

Niestety, od samego początku tej wojny uważam, że Zachód zachowuje się zupełnie niepoważnie wobec Ukraińców. Pominąwszy pierwsze dni wojny, kiedy zdaniem wielu spodziewano się upadku Ukrainy, w pierwszych tygodniach i miesiącach wojny politycy Zachodu więcej obiecywali niż pomagali, a przede wszystkim rozmawiali z Putinem. Kolejne sankcje nakładane na Rosję opierały się głównie na ostrożności skutków. Wycofanie firm zachodnich z Rosji też było ostrożne i raczej robione pod kątem szybkiego odwrócenia skutków.
Objazd Zachodu w wykonaniu prezydenta Ukrainy postrzegałem jako krzyk mordowanego, który był tylko ugłaskiwany z powodu tego krzyku, ale nikomu nie chodziło o mordowanie. Mam nadzieję, że się mylę i pomoc dla Ukrainy ruszy. Mam nadzieję, że Putin jest już dobrze zdefiniowany na Zachodzie. Jeśli jednak mam rację, to właśnie wybucha trzecia wojna światowa i tym razem skutki mogą być poważniejsze od tych po dwóch poprzednich wojnach światowych.
Zdaniem wielu ekspertów mamy niepowtarzalny moment na dobicie rosyjskiej gadziny, ale potrzebny jest rozumny wysiłek Zachodu. Nie chodzi nawet o udział w walkach. Chodzi o pomoc dla tych, którzy sami chcą walczyć. Łatwiej dla Zachodu już nie mogło być, a jeszcze jest jakieś wahanie, które powoli zabija Ukrainę.
Piotr Tomski