Niepokojące informacje o złym stanie polskiego wojska docierają do Polaków od wielu lat i chyba nikt dzisiaj nie jest w stanie bez dokładnej kontroli stwierdzić, jak to polskie wojsko wygląda. A jaka jest ewentualna moc obronna tego wojska?

Rozumiem, że pisanie o tym temacie ma podstawowe ograniczenie: tajemnica. Ojczyzna ma swoje prawa i obowiązki, nie będę więc ich naruszał. Ale… Nie mogę przejść obojętnie wobec powszechnie omawianych informacji, które świadczą o tym, że Polska jest rozbrojona i otwarta na atak rosyjski, a jedynym zabezpieczeniem jest sojusz NATO.
Ostatnio doszły do powyższych wątpliwości informacje o „genialnych” zakupach ministra Błaszczaka, które sprowadzą do Polski używany sprzęt w cenie nowego. Aha! Zakupiony dzisiaj za grube miliardy sprzęt dla polskiej armii trafi do tej armii za kilka lat. Czyli jesteśmy bezbronni? Politycy opozycji mówią to wprost.
Prezydent pochwalił się niedawno, że mamy w wojsku puste magazyny, bo tak dużo broni wysłaliśmy na Ukrainę. Nie biorę w zasadzie na poważnie żadnych słów prezydenta Dudy, ale te słowa jakoś mnie uderzyły. Puste magazyny w polskiej armii wiążą się już bezpośrednio z naszą historią i przypominają 1920 rok, kiedy nawet amunicji do karabinów byśmy nie mieli, gdyby w ostatniej chwili Węgrzy nie wysłali jej pociągami do Warszawy. O 1939 roku już nie chcę pisać.
Należy zatem zacząć pytać rządzącą partię o konkrety, żeby nie okazało się w najbliższym czasie, że Amerykanie (Trump albo jego młodsza wersja już za kilka lat może wygrać wybory w USA) rozwiążą NATO, a Rosjanie bez przeszkód zajmą Polskę. Na razie w przedwyborczych rozważaniach nikt o wojsku nie mówi.
Piotr Tomski