Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że Izraelczycy są największymi faszystami na świecie i zasługują na Binjamina Netanjahu. I niech zrobi zapowiadany porządek.  

Photo by Karolina Grabowska on Pexels.com

  Jeszcze niedawno cała rzesza poprawnościowców oburzała się na polskie władze, które poparły w ONZ rezolucję w sprawie Izraela. I co? Dalej święte oburzenie, bo Izrael ma do czegoś prawo? Nie. Izrael nie ma do niczego prawa, a Izraelczycy nie są narodem wybranym wobec innych narodów, bo biblijne bajki o ich wyjątkowości można wsadzić im w du… i poklepać.

  Podobno po demokratycznym wyborze Izraelczyków Netanjachu stworzył wspaniały rząd z udziałem przestępców. W związku z tym, że sam zostanie wkrótce uznany za przestępcę, to chyba nikogo nie powinno dziwić. Standardy izraelskie zresztą tolerują przestępców wszędzie i nawet bohaterów z nich robią. Wystarczy poczytać o wyczynach Mosadu na całym świecie czy poznać historię bogactwa wielu nowych obywateli Izraela, którzy pouciekali ze swoich pierwszych ojczyzn z pewnym zapasem gotówki. Hi, hi, hi… Przez grzeczność polskich przypadków nie przytoczę.

Jeżeli wobec powyższego USA dalej będą wspierać ten zbrodniczy system władzy w Izraelu, to zakończmy bajki o ich demokratyzowaniu świata. Historia uczy nas dość dobrze, jakie systemy władzy wspierali i wspierają Amerykanie. Z demokracją to nie ma nic wspólnego i dlatego z Izraelem można już spokojnie zrywać stosunki dyplomatyczne, korzystając z dobrej okazji. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Dodaj komentarz