Nie wiem, czy chciałbym widzieć opozycję w wyborach parlamentarnych na jednej czy dwóch listach, ale mam już dość wywodów na ten temat, które prowadzi pewien pan z telewizji, udający polityka od ostatnich wyborów prezydenckich. Tak. Udawacz Hołownia dobrze się bawi „kochanym Tuskiem”, ale ta zabawa dla Polaków niczego dobrego nie wróży.
Pamiętam, w jaki sposób chciał pan Hołownia zrewolucjonizować prowadzenie stałego dialogu z Polakami na początku swojej działalności politycznej. „Jaśmina”!!! Czy dzisiaj ktokolwiek jeszcze mówi o tej rewolucyjnej aplikacji? Ja nie słyszę. A kiedyś to było gigantyczne wydarzenie, tyle że działało albo nie działało i nie bardzo się sprawdziło.
Nie chcę analizować całości wystąpień pana Hołowni czy jego współpracowników, bo nie miałoby to najmniejszego sensu wobec jego najnowszych osiągnięć w bezpośrednich kontaktach z resztą opozycji. Mówiąc najkrócej: zdrada. Hi, hi, hi… Zdrada przykrywa wszystko. Kto zdradza w najmniejszych sprawach, ten nigdy nie dochowa wierności w sprawach najważniejszych. I dlatego z mojego punktu widzenia nie powinno dojść do połączenia Platformy Obywatelskiej z partią pana Hołowni.
Lewica, zwłaszcza jej radykalna część z „Razem”, też nie nadaje się do łączenia we wspólnotę z liberałami, bo zawsze kwestie socjalne czy progresywne przysłonią im zdrowy rozsądek. A tylko zdrowy rozsądek może uratować Polskę po PiS. Trzeba będzie iść na wiele kompromisów i ustąpić w wielu miejscach, żeby rządzić masą upadłościową po Kaczyńskim.
O PSL nie chce mi się nawet wspominać. Tygrysek przecież zawsze wszystko zapaskudzi. Hi, hi, hi… I jest paskudnie. I tak paskudnie wszyscy opozycyjni politycy będą się bawić do samego końca – razem lub osobno.
Piotr Tomski