Po obejrzeniu reportażu w TVN, w którym przedstawiono sprawę błędów lekarskich w leczeniu ojca prokuratora, doszedłem do ostatecznego przekonania, że w Polsce mamy do czynienia z reżimem i wspomagającą go prywatną prokuraturą.
Miałem kontakt z setkami prokuratorów w Polsce i mogę śmiało powiedzieć, że jestem w tym względzie dobrze doświadczony. Z takim przygotowaniem analiza wspomnianego reportażu była dla mnie szokująca, bo szesnaście lat walki z grupą lekarzy jest w skali Polski ewenementem, którego nic nie przebije.
Zaznaczę od razu, że nie staję tu po stronie lekarzy, bo sam miałem podobne doświadczenia w przypadku mojej najbliższej osoby, u której błąd w czasie operacji ginekologicznej spowodował poważne zagrożenie życia. Biegli polscy uznali, że zszycie dwóch autonomicznych narządów i przetoka nie stanowią błędu w sztuce. Na szwajcarskich medyków prokuratura nie zdecydowała się w czasie naszego postępowania, chociaż wielu pacjentów naszego lekarza – sprawcy byłoby gotowych uczestniczyć w takich działaniach, bowiem wyszło na jaw, że ten pan nagminnie coś zszywał niepotrzebnie, coś niepotrzebnie przecinał albo brał kasę i nie leczył.
Z innym biegłym sądowym z zakresu chirurgii miałem bezpośredni kontakt przed sądem w sprawie pewnej mojej choroby, której sposób leczenia pan lekarz określił jednoznacznie i bezalternatywnie. I się pomylił. Minęło od jego sądowego występu 10 lat, a ja jestem wyleczony bez jego zalecanego zabiegu chirurgicznego. Biegam, skaczę i czuję się świetnie, chociaż zdaniem pana biegłego lekarza chirurga z doktoratem powinienem już dawno nie żyć z powodu zapalenia otrzewnej. Hi, hi, hi…
W moich przypadkach prokuratura broniła lekarzy i dobrze im nawet płaciła za ich brednie. W przypadku pana Zbyszka prokuratura prowadzi bezwzględną wojnę z grupą kilkudziesięciu lekarzy. W porządku! Ale ja też poproszę o taką pomoc prokuratury. Żądam rewizji nadzwyczajnych moich spraw. Hi, hi, hi… No, Zbyszek, do roboty i jedziemy z tymi konowałami. Hi, hi, hi…
Piotr Tomski