Jest ciepło i słonecznie, to ludzie narzekają, że przyszło ocieplenie klimatu. Przysypało trochę śniegu i powiało sztormem, to wszyscy od razu płaczą, że zima sparaliżowała kraj. A po co jeździć? Święta można już zaczynać. Hi, hi, hi…

Reykjavik odcięło od lotniska w Keflaviku, co zdarza się bardzo rzadko. Zaspy nawet na drodze w Njarðvíku, między moim domem a sklepami, nie pozwoliły mi przejechać wczoraj dwóch kilometrów. Prawdziwa zima. Zmroziło i zawiało też nadajniki napowietrznego Internetu do tego stopnia, że sygnał ginie co pewien czas i urywa połączenia. No i najśmieszniejsze – zawieszają się urzędowe strony, których zapewne informatycy nie mogą szybko naprawić, bo im palce marzną na klawiaturach. Hi, hi, hi… Dwoma słowami napiszę: Islandia stoi.

  Mieszkam na Islandii już kilka lat i uważam, że dzisiejsza sytuacja pogodowa jest zupełnie normalna, ale ludzie po prostu odzwyczaili się od niej, bo kilka lat jej nie było. Ludzie łatwo zapominają o podstawowych obowiązkach wobec miejsca, w którym żyją. Drogi zamykają. Samochód na Islandię musi mieć kolce zimą i napęd na cztery koła. Niestety. Tubylcy byli tu szczęśliwi w ziemiankach, z których zimą nie wynurzali się na dłużej niż kilka minut, a zapasy żywności mieli na kilka miesięcy. Dzisiejsze lekkoduchy giną w pierwszym śniegu. 

  Piotr Tomski

Dodaj komentarz