Beata Szydło była dla mnie kiedyś osobą godną poparcia politycznego i myślałem przy tym, że jest po prostu uczciwa. Miałem też nadzieję, że ona zastąpi Wielkiego Stratega z Żoliborza, a PiS stanie się normalną partią konserwatywną na wzór anglosaski. Byłem naiwny i głupi. Hi, hi, hi… Nie byłem sam i to mnie pociesza.

  Dyskusja na temat finansowania kampanii wyborczej pani Szydło wprowadziła mnie w stan zaskoczenia. Wpłaty w zamian za zatrudnienie na dochodowym stanowisku pracy są korupcją. Pani Szydło jest beneficjentem zatrudnienia pewnych osób w spółkach skarbu państwa. I co? Jaki z tego wniosek? Pani twierdzi, że wielu innych polityków też tak robi i jest dobrze. Szok.

  Jeśli gangsterzy napadną na bank i wpłacą większą część łupu na kampanię wyborczą jakiegoś polityka, to też będzie dobrze. Rozumiem, że każde pieniądze na politykę w fazie wyborów są dobre.

  Przypadek finansowania kampanii wyborczej Beaty Szydło powinien skutkować natychmiastową zmianą przepisów prawa w kwestii sponsorowania partii politycznych przez ludzi zatrudnianych dzięki wpływom tej partii w szeroko pojętej przestrzeni publicznej. Powtarzalność wysokości kwot tych wpłat w relacji z wieloma osobami świadczy o tym, że mamy do czynienia ze stałym, uzgodnionym mechanizmem. I to już jest zorganizowana działalność przestępcza, bo prawo przewiduje jedynie dobrowolne wpłaty od osób fizycznych.

  Piotr Tomski

Dodaj komentarz