Padła propozycja spotkania przed kamerami TVP dwóch polityków: Donalda Tuska z Mateuszem Morawieckim, czyli spotkania Tuska z jego doradcą. Hi, hi, hi… Pominąwszy inne aspekty tego spotkania, to byłby bardzo ciekawy kabaret. Matoł spotykający dość inteligentnego rozmówcę może być tylko kabaretowo śmieszny.

  Nie mam pojęcia, jaki cel mieli ludzie, którzy wpadli na taki właśnie format debaty telewizyjnej. Nikt o zdrowych zmysłach nie uważa Morawieckiego za lidera rządzących. Dlaczego więc lider opozycji miałby rozmawiać z drugorzędnym politykiem partii rządzącej? Zapewne chodziło tylko o manewr skłaniający Platformę do odmowy udziału w takim spotkaniu, ale pojawia się w takim razie następne pytanie: dlaczego akurat teraz prowadzić debatę? Ja nie rozumiem do końca tego problemu.

  Zaczynam się obawiać, że Kaczyński zrozumiał swoje położenie i będzie dążył do wyborów najpóźniej wiosną, żeby utrzymać poparcie twardego elektoratu najwyższe z możliwych, to jest około 25%. Jesienią PiS może mieć już sporo poniżej 20%. Inflacja chyba dopiero się rozpędza, a kasy zabraknie w przyszłym roku na wszystko, jeśli pieniądze unijne dalej będą blokowane, natomiast, jeśli będzie nowy wewnętrzny dodruk kasy, to inflacja w Polsce sięgnie 30%. I co wtedy?

  „Elastyczny” (ostatnio bardzo nadużywane słowo przez partię matkę) Kaczyński może też mieć plan pozornego wycofania się na pozycje „kamieni milowych” i wciągnięcia w tę grę całej opozycji. Taka debata telewizyjna byłaby dobrą okazją do zmiany frontu i uzgodnień na szczycie. Ale! Ale zrobiłby to matoł bez znaczenia. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Dodaj komentarz