Partia Korwin, która jest chyba podstawą Konfederacji, zmieniła prezesa i mam nadzieję (osobiście nie przepadam za panem Mentzenem) na dalszy jej rozwój pod nowym przywództwem. Stary prezes nie miał już chyba energii do rozwijania partii czy do utrzymania jej na powierzchni politycznego morza odmętu, bo w polityce jedną z głównych reguł jest śmierć dla tych, którzy się nie rozwijają.
Od kilku lat głosuję na Konfederację we wszystkich wyborach i na razie nie widzę w zgodzie z moimi przekonaniami możliwości oddania głosu na inną organizację. Dlatego cieszę się z powyższej zmiany w Partii Korwin, ale przypominam sobie, że przecież w tej właśnie partii nie ma już jej głównego trzonu wolnościowego. Niestety, partii Korwin zostało tylko dwóch posłów, bo pozostali Korwina opuścili z powodu jego … „złej energii”. I tu mam w tej chwili problem, bo personalnie nie jestem związany z nikim w żadnej partii, a ideowo te podziały teraz stają się niepotrzebne. Mam więc ponownie nadzieję, że w ramach jednej Konfederacji wszystko się ułoży pozytywnie.
Jest polskie powiedzenie, że nadzieja jest matką głupich. Hi, hi, hi… Prawica w Polsce najczęściej stawiała personalne rozgrywki nad dobrem wspólnym, boję się zatem, że za moment nie będę miał na kogo głosować. Jeśli Konfederacja rozpadnie się przed wyborami, to tak naprawdę pozostanie tylko głosowanie przeciwko PiS i … oddanie głosu na Tuska. Tragedia! Tak wygląda nadzieja polskiej prawicy.
Piotr Tomski