Czasy mamy naprawdę trudne za panowania partii Kaczyńskiego w Polsce, a najlepiej odzwierciedla tę ich wyjątkową ciężkość jeden fakt – importowany węgiel nie chce się palić. Mieliśmy jeszcze niedawno zapas polskiego węgla na dwieście lat, ale po dwóch latach od tej konstatacji prezydenta Dudy musimy sprowadzać do Polski obcy węgiel, który na domiar złego nie chce się palić. O co w tym chodzi? Tego i mędrzec z Księgi Salomona nie rozwikła.

  Europejczycy (nie chcę widzieć tylko wyjątkowego krzywdzenia Polaków) znaleźli się w trudnym położeniu i teraz muszą na nich zarabiać wszyscy wokół, bo wojna, bo kryzys, bo zima, bo Putin bąka puścił pod kołdrą. Szaleństwo w najgłupszym wydaniu też musi gdzieś się skończyć, bo w miarę rozwinięci intelektualnie ludzie dwa tysiące lat po śmierci Chrystusa nie pozwolą oszukiwać się w systemie ciągłym. Przechodzą przez rządowe gabinety fale w lewo i w prawo i nic się nie zmienia. Może czas wrócić do globalnej wioski wspólnot plemiennych? Taka nowa forma konserwatyzmu mi się skojarzyła. Hi, hi, hi…

  Nie da się, niestety. W głębi duszy jestem libertarianinem, ale zdrowy rozsądek nie pozwala mi wierzyć, że te idee mogą jeszcze wejść w życie. Musimy teraz skupić się na organizowaniu i uświadamianiu obywatelskim. Tak. Im więcej obywateli dowie się do jakiego stopnia są waleni w poroże przez „cudownych” polityków, tym mniej możliwości do krętactw będą mieli ci politycy czy banksterzy i ich prawnicy. Na razie więcej szary obywatel nie może, ale może – paradoksalnie – kiedy rozwinie się wojna, to bez ryzyka jakiejś nadmiernej odpowiedzialności szarzy obywatele znajdą tych dzisiejszych polityków i definitywnie ich rozliczą.

  Swoją drogą, jestem ciekaw, czy politycy palą się lepiej od tego węgla importowanego do Polski? Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Dodaj komentarz