Musimy spojrzeć prawdzie w oczy i pogodzić się z rzeczywistością, w której sny o dobrobycie skończyły się definitywnie. Teraz będziemy walczyć o biologiczne przetrwanie, jeśli wahadło wychyli się dość szybko w stronę przeciwną po wspaniałym rozwoju udogodnień naszej egzystencji. Tak, mogliśmy nie wypychać tego wahadła ze wszystkich sił. Hi, hi, hi… Mniej by bolało.
Obawiam się przy tym, że napięcie w mechanizmie wahadłowym nie wytrzyma napięcia tych wychyleń i spadniemy w przepaść tragicznej biedy i końca znanej nam cywilizacji po wojnie jądrowej. Czy to jest wizja nieprawdopodobna? No właśnie. Osiem miesięcy temu uznałbym tę wizję za absurdalną, ale dzisiaj Putin powoli traci inne możliwość zdobycia istotnej przewagi w tej wojnie i tym samym nigdy nie byliśmy tak blisko naciśnięcia atomowego guzika.
Niedawno ktoś przypomniał kryzys paliwowy z lat siedemdziesiątych, kiedy masowo rozpoczęto produkcję samochodów małolitrażowych. Nikt wcześniej nie zastanawiał się nad spalaniem paliwa w samochodzie, a jednak nawet Amerykanie musieli wtedy weryfikować swoje luksusowe nawyki. Pewnie teraz będziemy musieli zweryfikować swoje podejście do oświetlenia, używania zbyt wielu urządzeń jednocześnie, zdalnych prac czy zdalnej nauki, temperatury w pomieszczeniach i wielu innych elementów codziennej egzystencji.
Poziom życia spadnie w każdym przypadku i tego już nie zmienimy, jeśli w ogóle Putin nie zrzuci tych bomb. Ktoś gdzieś bredził o końcu historii i wybredził wreszcie. Już niedługo możemy zakończyć historię ludzkości i zacząć nową od epoki kamienia łupanego przez myśliwych i zbieraczy. Hi, hi, hi…
Piotr Tomski