Podobno nic się nie stało. Podobno wszystko było uzgodnione. Podobno będzie awans. Podobno… Ale na razie z roboty wywalili na tak zwany zbity pysk i nawet dziękuję nie powiedzieli.

  Kurski był chyba od urodzenia powołany do kierowania telewizją publiczną. Od pierwszych dni prezesowania nadał jej kierunek idealny w oczach „jego środowiska partyjnego” i prezesa, co powinno zrobić z niego osobę nietykalną. On awansował i ustawiał w tej telewizji wszystkich. No właśnie. Chyba przeceniałem pana Kurskiego. Wywalili go między jedną filiżanką kawy a drugą filiżanką kawy i od następnego dnia już go w tej telewizji fizycznie nie ma.

  Nie ma ludzi niezastąpionych. Wielki Guru z Żoliborza kieruje się tą regułą od zawsze i dlatego co pewien czas wymienia ludzi na kluczowych stanowiskach. Zostają wyłącznie posłuszne matołki, które wykonują ślepo wszystkie polecenia. Każdy, kto wykaże odrobinę własnej inicjatywy lub zagra na siebie, musi stracić posadę chociaż na moment, żeby Kaczyński mógł wykazać swoją dominującą pozycję.

  Przyszła mi teraz taka myśl do głowy przy okazji tej zmiany statusu Jacka Kurskiego. Otóż zastanawiam się poważnie, czy teraz Jacek Kurski dostałby nowy ślub kościelny? Hi, hi, hi… Wiadomo, że teraz byłby zwykłym grzesznikiem pozbawionym możliwości spowiedzi. Prezes nie poprowadziłby młodych Kurskich po placu przykościelnym, a arcybiskup udawałby, że Jacka Kurskiego nie zna lub znajomości z nim sobie nie przypomina.

  Jacek Kurski padł. Ja na jego miejscu ogarniałbym już sobie pogrzeb, bo usuwani przez PiS umierają. Hi, hi, hi… Może chociaż jakiś biskup odprawi mszę pożegnalną.

  Piotr Tomski

Dodaj komentarz