Wielki Strateg z Żoliborza mówi: myśmy. Kiedy to słyszę, to bez względu na to, co dalej powie ten „krasomówca”, ja zaczynam się śmiać. Myśmy wam, wyście nam, towarzysze drodzy.
Dzisiaj myśmy zrobiliśmy wyliczenie „reparacji” od Niemiec dla Polski, a Wielki Guru z Żoliborza przedstawił ostateczną kwotę tych roszczeń, których myśmy jeszcze nie zrobiliśmy, bo się zastanawialiśmy, jak myśmy moglibyśmy to zrobić. Ja przynajmniej tak zrozumiałem dzisiejsze działania prezesa wszystkich prezesów i jego sztabu obliczeniowego.
Idea żądania zadośćuczynienia od Niemców za II Wojnę Światową jest słuszna, tym bardziej że Niemcy nie zwrócili Polakom wielu zrabowanych rzeczy, które zostały opisane i nawet znalezione w niemieckich domach czy galeriach. Niemieckie, rozbójnicze prawo cywilne daje przecież prawo własności przez zasiedzenie po dziesięciu latach posiadania przedmiotu. Moralnie jesteśmy ofiarą i mamy prawo do tego zadośćuczynienia. Ale nie nazywajmy tego reparacjami, bo my tej wojny nie wygraliśmy i nie my ustalaliśmy powojenny ład. Niestety, reparacje dla Polski Niemcy już zapłacili i mają pokwitowania.
Możemy więc żądać zadośćuczynienia, co może być precedensem w prawie międzynarodowym, ale nie musi być skazane na porażkę. Dobra kancelaria z Nowego Jorku może to załatwić i doprowadzić do ugody polsko-niemieckiej. Chodzi tylko o to, żeby w obecnej sytuacji ten żoliborski nieudacznik nie mówił więcej, że myśmy zrobiliśmy i już nam się należy. W ciszy i spokoju należy rozpocząć działania podobne do tych, które doprowadziły Izrael do niemieckich odszkodowań. I tyle. To, co myśmy zrobiliśmy, nikogo tak naprawdę nie obchodzi.
Jan Woliński