Przypuszczam, że dzisiejszy dzień przejdzie do historii Islandii jako początek wielkiego kryzysu społeczno-ekonomicznego. Dlaczego? Bo dzisiaj centralny bank Islandii tak schłodził gospodarkę, że za kilka miesięcy Islandczykom pozostanie do jedzenia tylko lód z topniejących lodowców. Hi, hi, hi…

  Podniesiono w banku centralnym kolejny raz stopy procentowe i tym samym oprocentowanie kredytów znowu wzrośnie. Dzisiaj też okazało się, że w ciągu ostatniego miesiąca praktycznie zatrzymała się sprzedaż mieszkań na Islandii. Czy szefowie banku centralnego właśnie tego chcieli? Zamrozić gospodarkę. Przy tak małej społeczności efekt mrożący wywoła lawinę. Za chwilę staną budowy, podrożeją kolejny raz czynsze za wynajem, wyjadą ostatni tani pracownicy z powodu braku dachu nad głową do spania i nastąpi jeszcze seria wielu nieprzewidzianych zdarzeń mrożących gospodarkę.

  Dodatkowa zapowiedź prezesa banku centralnego na temat zatrzymania podwyżek płac była jeszcze ciekawsza od podwyżek stóp procentowych. Skąd ludzie mają brać kasę na spłacanie droższych kredytów? Już zdarza się zabieranie mieszkań przez banki. Kończą się zbiorowe umowy płacowe i wszystko sprowadza się do zagrożenia strajkiem, a pan prezes banku mówi stanowczo: mam was wszystkich w du… Hi, hi, hi…

  Wiem, że wielu Islandczyków żyje z posiadanego majątku, ale wielu młodych mieszkańców wyspy tego majątku nie ma i już nigdy nie będzie go osiągać inną drogą niż dziedziczenie. Kolejnego kryzysu w tak ostrej formie ten kraj po prostu nie przetrwa, bo to dziedziczenie dotyczy wąskiej grupy Islandczyków, natomiast większość zacznie rozliczać rządzących, którzy mogą tym razem nie zdarzyć uciec lub się ukryć. I tym razem już nikt długów islandzkich nie spłaci. Hi, hi, hi… Frajerzy z Wysp Brytyjskich czy z Holandii drugi raz nie dadzą się wydy… Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Dodaj komentarz