Wydawało mi się kiedyś, że odradzające się ruchy narodowe w Polsce są czymś pozytywnym, patriotycznym i dobrym, a pan Bąkiewicz jest przyzwoitym człowiekiem i dobrym organizatorem imprez patriotycznych. Nie chciałem widzieć tego, co miałem przed nosem.

  Pocieszam się tylko jednym: trafiłem do dobrego towarzystwa ludzi, którzy się obudzili z tego „bogoojczyźnianego” snu. Roman Giertych, Radosław Sikorski czy Michał Kamiński. Nie będę przez grzeczność wymieniał więcej osób przebudzonych, bo mogą się obrazić i twierdzić uparcie, że ciągle śpią albo mogą wypierać się swoich mocno prawicowych proweniencji. Hi, hi, hi… Mnie chodzi tylko o to, że wiele osób pomyliło się podobnie do mnie w ocenie działań innych osób.

  Wczorajsze wystąpienie pana Bąkiewicza jest kpiną z Polaków. Po pierwsze, bo mówi wyznawca ideologii narodowo-radykalnej. Po drugie, bo mówi o walce Polaków w 1944 roku z … na pewno nie nazistami. Po trzecie, bo język mu odmawia posłuszeństwa do tego stopnia i w takim momencie, że ja obstawiam w jego wykonaniu świadomą „wielką bekę”. Po czwarte, bo liczy się tylko wyrywanie kasy od władzy i innych frajerów zwanych dla niepoznaki sponsorami.

Przykra to jest sytuacja w środku Warszawy o godzinie siedemnastej pierwszego sierpnia, co zresztą dzieje się corocznie. Cyklicznie! Jak to kiedyś powiedział poseł Braun: postawić przed plutonem egzekucyjnym? Później przed sądem chyba dodał pan Braun, że po wyroku sądu. Tak. Osądzić i w ramach nowego, zdrowego prawa rozstrzelać. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Dodaj komentarz