W polityce międzynarodowej są sygnały, które musi czytać cały świat. Takim właśnie sygnałem jest wizyta Putina w Iranie. Niby to jest drobna sprawa, ale pokazuje trwały podział, który utrzyma Rosję na powierzchni światowej polityki dzięki Iranowi, Chinom i Indiom.

  Chaos informacyjny na temat sytuacji w Rosji czy na temat samych działań wojennych w Ukrainie nie pozwala przeciętnemu użytkownikowi mediów na jednoznaczne stwierdzenie, że Rosja jest mocarstwem albo odwrotnie – że Rosja upada. Nieprzeciętny użytkownik mediów (taki nieuznany za idiotę przez panią Tokarczuk) widzi wpływy Rosji i Putina na cały świat Zachodu, dlatego uważnie patrzy na każde nowe wydarzenie, zwłaszcza przez filtr medialny w poszczególnych krajach czy agencjach informacyjnych. Hi, hi, hi… I wychodzi, że Rosja upada, ale jest mocarstwem.

  Pisałem już dawno temu, że Rosja zostanie ostatecznie stacją benzynową Chin, jeśli będzie prowadzić wojnę na jakimkolwiek poziomie z Zachodem. Mamy teraz w Iranie kontynuację tego stawania się stacja benzynową dla Azji, co zresztą tylko wzmacnia same Chiny. Pod auspicjami Chin zbiorą się ci „biedacy”, którzy czują się pokrzywdzeni przez Zachód. Nie wiem tylko, na ile oni liczą na chińską wspaniałomyślność, a na ile są zmuszeni innymi okolicznościami, które wykluczają ich obecność na Zachodzie. Fenomenem jest tam obecność Erdogana. Turek coś kombinuje, ale na pewno nie chodzi mu o ratowanie świata pszenicą ukraińską, jak podają niektóre przemądrzałe agencje. Hi, hi, hi…

  Zobaczymy wkrótce efekty tego spotkania, które może być jakimś przełomem. Mam nadzieję, bo ropa znowu drożeje i kolejne podwyżki na stacjach benzynowych Europy nie będą przyjemne.

  Piotr Wódecki

Dodaj komentarz