Mamy do czynienia z szokiem lotniczym, którego nie wytrzymuje Islandia i Europa. Codziennie na Islandii startuje dziewięćdziesiąt samolotów. Emisja CO2 wzrosła w stosunku do ubiegłego roku czterokrotnie, a przewidywania na Islandii dotyczą obsługi 5,7 miliona pasażerów w Keflaviku w 2022 roku, co da 79% rekordu z 2019 roku. Jeśli dodamy do tego kilkadziesiąt rejsów wycieczkowców z kilkuset tysiącami pasażerów, to mamy niezłą liczbę odwiedzających Islandię.

  Liczby nie kłamią, zatem możemy powiedzieć z całą odpowiedzialnością, że turystyka w Islandii wróciła po pandemii na właściwe tory. Jako mieszkaniec Islandii nie powinienem narzekać, bo pieniądze z tego ruchu turystycznego muszą tu zostać w dużej części. Był już moment, że 40% wpływów w gospodarce islandzkiej pochodziło właśnie z turystyki. Dzisiaj trudno jest te proporcje oszacować, zwłaszcza że ryby zdrożały dwukrotnie na rynkach Europy Zachodniej, ale na pewno możemy zacząć się cieszyć z płynącej kasy. Hi, hi, hi…

  Kasa płynie i leci, tyle że w tym „feudalnym raju dla swoich” zarabiają najczęściej wybrani panowie, których nawet prawo nie dotyczy. Ostatnia wizyta wysokich urzędników państwowych z Namibii przekonała chyba wszystkich nieprzekonanych, że na Islandii znaczenie mają tylko te prawa, które chronią swoich przed odpowiedzialnością karną. Niestety. I dalej możemy udawać, że ktoś czegoś nie wiedział, chociaż zarabiał właśnie na tym miliardy koron i przestępców z honorami osobiście gościł na islandzkich lodowcach. Przypadki. Hi, hi, hi… Tak że tego … skansen bezprawia zaprasza. Hi, hi, hi…

  Piotr Tomski

Dodaj komentarz