Ostatnie dni w polskiej polityce przyniosły nieoczekiwaną nadzieję na poważne zmiany. Myślałem już, że przez najbliższe trzy lata nie uda się cokolwiek zmienić, ale dzisiaj uwierzyłem w nowe możliwości. Kolejne dni, oczywiście, pokażą, na ile moja wiara jest znowu … błędem.
Platforma Obywatelska jest projektem przegranym i powinna odejść w niebyt polityczny. Jej działacze jednak są tak uparci w tej reanimacji trupa, że nie potrafią przejść grupowo do innej organizacji, jak kiedyś zrobił z wielkim sukcesem Donald Tusk. Ten głupi upór ludzi z Platformy w 2015 roku kosztował ich utratę władzy, bo nie potrafili iść za ciosem z Ryszardem Petru. Niestety. Petru się wypalił, ale dzisiaj jest poważniejszy i lepiej przygotowany rozgrywający, który może zjednoczyć opozycję i doprowadzić ją do przejęcia rządów. Platforma musi ustąpić albo wszyscy opozycyjni politycy trafią po 2023 roku do historii.
Kluczowa jest tu rola wicepremiera Gowina. Jeśli starczy mu odwagi na odejście z rządzącej koalicji, to przedterminowe wybory sporo zmienią w parlamencie i nowy rząd w nowym układzie będzie interesującym przedsięwzięciem. Jarosław Gowin już pokazał, że nie boi się posła Kaczyńskiego i potrafi rzucić na szalę wszystko. Dla jasności dodam, że pan Gowin nie jest moim idolem i nawet go nie lubię. Hi, hi, hi … Nie zmienia to mojej opinii na temat spoczywania na barkach tego pana losów naszej ojczyzny.
Do wyborów może iść czterech tenorów. Hi, hi, hi … Gowin, Hołownia, Budka i Czarzasty. A za cztery lata może umrze wreszcie ostatni pajac z okrągłego stołu i nastąpi cud wolności bez postkomunistycznej solidarności. Hi, hi, hi …
Piotr Tomski