Po unijnym szczycie nikt nie jest zwycięzcą i nikt nie jest przegranym. Fenomen. Hi, hi, hi … A może to jest sztuka zawierania kompromisów? Może właśnie chodziło o to, żeby po tym porozumieniu każdy mógł mówić o swojej wersji porozumienia jako jedynej prawdzie objawionej?
Historia funkcjonowania Unii Europejskiej uczy jednego: silni wykorzystują słabych w grze interesów. Polityka w Unii jest tylko kalkulacją. Jeśli ktoś uważa dzisiaj, że walka o klimat jest czymś więcej niż biznesem, to bardzo błądzi. Podobnie jest z praworządnością, która jest wyłącznie gwarantem interesów silnych na podwórku słabych. I podobnie jest z LGBT i ich prawami, co na przykład w relacjach Unii z krajami arabskimi czy nawet w relacjach z Rosją nie ma najmniejszego znaczenia, natomiast w relacjach ze słabymi krajami Unii służy do ciągłego pohukiwania i pouczania.
Zupełnie innym problemem w kontekście praworządności jest postawa polityków partii rządzącej wobec Unii, a raczej są to dwa typy tej postawy przeznaczone na użytek wewnętrzny i zewnętrzny. PiS z jednej strony podporządkowuje się władzom Unii i wykonuje wszystkie zalecenia unijne, a z drugiej strony wobec swoich wyborców udaje wstawanie z kolan czy nawet zapowiada w kolejnych programach wyborczych (bez kontaktu z rzeczywistością) renegocjacje pakietu klimatycznego. Hipokryzja maksymalna.
Co będzie dalej? Dalej będzie normalnie, to znaczy Polacy kasę dostaną, ale będą musieli ją wydać w Europie. Tak. Amerykańskie wypady Dudy muszą się skończyć. Hi, hi, hi …
Piotr Tomski