Brexit jest odkładany od dłuższego czasu i właściwie nikt nie może być pewien, że w ogóle do niego dojdzie. Podpisane dzisiaj porozumienie powinno w zasadzie przybliżyć wszystkich do wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, ale pozostaje jeszcze decyzja zatwierdzająca brytyjskiego parlamentu, a to może okazać się już czwarty raz barierą nie do przejścia.
Po wstępnej analizie informacji o tym porozumieniu widzę, że straty dla Brytyjczyków będą ogromne w związku z ustępstwem w kwestii lądowej granicy z Irlandią. Trudno nawet przewidzieć następstwa tego kompromisu, ale może dojść w dłuższej perspektywie do połączenia Irlandii czy wyjścia Szkocji ze Zjednoczonego Królestwa. I co wtedy? A może właśnie taki był plan od początku tego brexitowego zamieszania? Może chodzi o ciągłą huśtawkę informacyjną, na której można dobrze zarabiać, mając dostęp do informacji i spekulując nawet tylko na kursie walut? Nie wiem i zapewne nikt tego nie wie. Sprawnie działające państwowe służby mogłyby to wszystko pewnie wyjaśnić, ale kto im na to pozwoli? Królowa? Hi, hi, hi …
Królowa w Wielkiej Brytanii ma i tak zbyt silną pozycję polityczną, która na dwudziesty pierwszy wiek jest jakimś archaicznym żartem, zwłaszcza wobec deklaratywnej sfery demokracji europejskich, w których wszystko podobno jest pochodną wyborów i „woli ludu”. Utrzymywanie brytyjskiej rodziny królewskiej jest sui generis skansenem, który generuje ogromne koszty i politycznie jest podejrzane, co ostatnio można było zauważyć przy próbie zablokowania obrad parlamentu przez królową w porozumieniu z premierem Borisem Johnsonem. W takiej sytuacji może lepiej zostawić królową z jej Anglią i resztę Wysp Brytyjskich uwolnić z tego ponurego kabaretu?
Dzisiejsza euforia premiera Jonsona i urzędników unijnych po podpisaniu porozumienia trochę mnie zastanowiła. Może bezboleśnie się pożegnamy? Może jest wiedza tajemna, do której nie mamy dostępu? A może się nie pożegnamy? Hi, hi, hi …
Piotr Tomski