WikiLeaks i Julian Assange są symbolami pewnej epoki, która dzisiaj się zakończyła. Siedem lat ukrywania Assange’a w Ambasadzie Ekwadoru w Londynie dzisiaj dobiegło końca i policja za zgodą władz ekwadorskich wyniosła zbiega do ambulansu.
Idee służące powstaniu WikiLeaks były piękne i słuszne. Prawda musi być jawna za wszelką cenę. Ujawniający prawdę powinien być bezpieczny. Politycy z całego świata muszą czuć presję prawdy. I tyle. Aż tyle. Tysiące opublikowanych dokumentów dzięki WikiLeaks potwierdziły, że powyższe idee trzeba realizować nawet z poświęceniem bezpieczeństwa osobistego. Dzisiaj bezpieczeństwo osobiste Juliana Assange’a przestało istnieć.
Z symbolami bywa różnie i nie wiem, czy warto się do nich przyzwyczajać. Assange”a już dawno temu opuścili współpracownicy i przyjaciele, którzy zakładali z nim WikiLeaks, bo podobno odszedł zbyt daleko w komercję od czystych idei. Inni zarzucają mu współpracę z Rosją czy Putinem, chociaż nie ma w tym cienia logiki. Nie wiem, kim dzisiaj jest Julian Assange, ale jestem jeszcze po jego stronie; mimo wszystko jestem po jego stronie, tyle że z mojego bycia po jego stronie dzisiaj wyniknąć może jedynie kilka myśli współczucia i kilka słów modlitwy do … Bogów słowiańskich, bo do innych już nie potrafię się zwracać.
Ameryka Trumpa może być dumna, że kolejny jej wróg został w jakimś sensie ukarany. Spokojna ta Ameryka jednak nie może być, bo teraz wielu będzie chciało pisać o niej prawdę dla idei.
Piotr Tomski