Mamy dzisiaj nową odsłonę kłótni w „rodzinie” z Magdalenki. Trzydzieści lat jest długim okresem i w najlepszych rodzinach trudno przez tyle czasu żyć w zgodzie, a co dopiero mówić o rodzinie prawie siłą stworzonej przez odchodzących w niebyt władców klasy robotniczej. Kłótnia jest jednak tylko kłótnią, przynajmniej do czasu użycia siły, czego w magdalenkowej rodzinie się nie robi.
Najśmieszniejsze w publikacji „Gazety Wyborczej” jest to, że zwolennicy przeciwnych stron sporu odczytują tę publikację w krańcowo różny sposób. Dla przeciwników prezesa Kaczyńskiego przedstawiono dowody jego przestępczej działalności, natomiast dla zwolenników prezesa w tej publikacji są jedynie dowody na jego wybitną, krystaliczną uczciwość. Boki można zrywać ze śmiechu. Dwa plemiona w jednym tekście widzą dwie wersje rzeczywistości.
Głosowałem na PiS w kilku kolejnych wyborach i wierzyłem, że po pełnym przejęciu władzy ludzie tej partii zaczną naprawiać Polskę dla Polaków. Deklaracje ludzi PiS były niesamowicie patriotyczne. Wyszła z tych deklaracji krajowa niemoc, upokorzenie Polski na arenie międzynarodowej i … prośby o zaufanie prezesowi, który dokładnie w tym samym czasie szlifował swoje biznesowe talenty na planach dwóch bliźniaczych wież „K”, kontrolując w przedziwny sposób jakieś fundacje powołane w równie przedziwny sposób do jeszcze bardziej przedziwnych celów. Rodzinne układy Srebrnego Jarosława w tych podejrzanych przedsięwzięciach biznesowo-partyjnych przerażają. Przyznam się szczerze: nigdy na te rodzinne powiązania klanu Kaczyńskich nie zwróciłem uwagi. Kiedy bliżej przyjrzałem się tej rodzince, to zastanawiam się tylko nad jednym: co będzie, kiedy naturalną drogą biologiczną nad tymi fundacjami i spółkami kontrolę przejmie Marta Kaczyńska z jej rozbudowaną rodziną po trzech mężach. Boję się pisać dalej, bo mecenas Dubieniecki już pokazał, że nawet inwalidzi nie budzą jego litości.
Piotr Tomski