Pani prezydent Warszawy zrobiła z siebie tak zwaną postać groteskową, co może byłoby śmieszne, gdyby nie chodziło o reprezentantkę mieszkańców stolicy Polski. Jestem Polakiem i czuję się z tą postacią groteskową nieprzyjemnie. Niestety. Jeśli do tego dodać jej profesorski tytuł z Uniwersytetu Warszawskiego, na którego autorytet zresztą ciągle się ta pani powołuje, to wychodzi żenująca mamałyga z pychy, arogancji i zwykłej głupoty.
Mój stosunek do „półświatka” prawniczego jest jednoznacznie negatywny i nie mam widoków na poprawę tego stosunku, ale z całą pewnością żaden prawnik w Polsce nie ma z powodu mojego stosunku problemów. Stosunek pani Hanki do całego świata (wyjąwszy prawników i członków władz Platformy Obywatelskiej) jest negatywny, co staje się ostatnio problemem powszechnym i kosztownym dla Polaków. Grzywny i wynajęcie renomowanej podobno kancelarii adwokackiej kosztowało kilkadziesiąt tysięcy złotych, a służyło li tylko kaprysowi cwanej urzędniczki, która za wszelką cenę chce uniknąć składania wyjaśnień. Świat nie ma prawa do wyjaśnień, bo w ogóle ten świat jest niekonstytucyjny – w konstytucji nie jest opisany.
Państwo Waltz wiedzą dzisiaj, że odziedziczyli majątek przejęty bezprawnie po wojnie. Wyrok sądu w tej sprawie był jednoznaczny, a jedynie niewykonanie tego wyroku przez jakichś urzędników dało asumpt do skutecznych roszczeń Waltzów. Co jest więc ważniejsze dla profesora prawa: wyrok czy niewykonanie wyroku? Jaki jest prawnik, takie jest podejście do stosowania prawa. Czy Waltzowie wspomnieli coś od oddaniu pieniędzy? Nie słyszałem.
Piotr Tomski